Tak wcale być nie musi. W tym tekście postaram się napisać kilka spostrzeżeń, które dadzą większe szanse na skuteczne wędkowanie nie tylko podczas jednodniowej zasiadki, ale także kilku dni spędzonych nad wodą stojącą lub płynącą, bo relaks można naprawdę połączyć ze skutecznym wędkowaniem.
Jakie ryby
Pierwsze, od czego należy zacząć przygotowania, to zorientowanie się na jakie ryby możemy w maju liczyć. Z pewnością jedną z głównych zdobyczy, o których marzą wędkarze, są zielone liny, które już zaczynają być aktywne i powoli sposobią się do czerwcowego tarła. Wiadomo, że przed tarłem ryby lubią konkretnie podjeść. Podczas miłosnych igraszek w krzakach zapas białka musi się zgadzać. W maju możemy naprawdę liczyć na brania tego gatunku, a ciepła woda pozwoli już na selekcję odpowiednimi przynętami.
Rybą, która będzie towarzyszyła linom, jest z pewnością karaś złocisty. Na niego też już możemy liczyć o tej porze roku. Jeszcze wcześniej niż lin, bo w końcówce maja, na tarło wybiera się leszcz. Koniec kwietnia i cały niemal maj to idealna pora na nastawienie się właśnie na dorodne leszcze. Piękne złote łopaty są znane z tego, że lubią grubo podjeść przed tarłem i jest to najlepszy czas (prócz późnej jesieni) na to, aby pobić swoje rekordy w tym gatunku. Oczywiście rybą, na którą również możemy się śmiało nastawiać podczas majówki na łowiskach związkowych i komercyjnych, są wszędobylskie karpie.
Technicznie rzecz ujmując
Gdy już wiemy, jakie ryby będą naszym celem, musimy się przygotować sprzętowo. Jeśli będziemy wędkować w jeziorze, zalewie lub gliniance, polecam albo mocny bat (6-7 m), najlepiej z amortyzatorem, albo wędkę odległościową o długości optymalnej 3,9 m. Taką najlepiej się operuje i holuje średnią i dużą rybę, a o takich w tym artykule piszę.
Do wędki uzbrajamy średni kołowrotek z nawiniętą żyłką 0,16-0,18 mm. Osobiście do matchówki nie zakładam …”
Tomasz Sikorski na stronie 18 zaprasza na majówkę ze spławikiem.